Teologia makijażu, czyli co ma Bóg do szminki




Z założenia ten blog ma być po części urodowy. Ale jeśli spodziewacie się typowych postów z recenzjami kosmetyków czy zdjęciami makijaży, to ich tu nie znajdziecie. Znaczy, pewnie od czasu do czasu wrzucę tu coś w tym stylu, jeśli jakie mazidło mię nieziemsko zauroczy, albo będę chciała Wam pokazać jakiś ciekawy mejkap, ale generalnie takich blogów jest już z pińcet tysięcy, a mój chcę, żeby był jakiś taki inny, wyjątkowy :) Jeżeli jednak niezmiernie pragniecie zobaczyć mnie od stricte kosmetycznej strony, to zajrzyjcie na mojego mejkapowego fejsa --> klik

O czym w końcu będę tu pisać? Ano chociażby o tym, co ma Bóg do makijażu.
Nuuuuda, co nie? To możecie teraz albo zamknąć przeglądarkę albo skoczyć do kuchni po kubek herbaty i poczytać moje wywody.


Jesteście tu jeszcze? Świetnie! A więc zacznijmy od początku: "Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę." (Rdz 1, 27) Zachwycaliście się kiedyś jakimś cudem natury? Gwiazdami? Wodospadem? Drugą linią metra w Warszawie? Skoro Bóg stworzył takie niewyobrażalnie piękne rzeczy, którymi się zachwycamy, to On nie może wyglądać jak kostropaty dziad, tylko sam też jest piękny. Jeśli On jest piękny, to ja i Ty też, na jego obraz. A Jezus przybierając ludzkie ciało, udowadnia, że jest ono ważne. Więc idąc dalej, skoro ciało jest ważne, to trzeba o nie dbać. 


I tu z kolei pojadę św. Ignacym, który pisał, że celem życia człowieka jest służyć Bogu i dlatego powinniśmy wykorzystywać wszystko co jest na świecie o tyle, o ile pomaga nam to w realizacji celu, a odrzucać to wszystko, co nam w osiągnięciu tego celu przeszkadza ("Ćwiczenia Duchowne", Fundament). No i właśnie kilka lat temu odkryłam, że mnie pomaga makijaż i ogólnie dbanie o wygląd zewnętrzny. Odkryłam, że to może być moja droga odnajdywania siebie i służenia innym, że nie muszę chodzić w spódnicy za kolana i burym sweterku, bo Bóg woli, żebym założyła szpilki, sukienkę i różową szminkę, jeśli tylko tak czuję się bardziej sobą i bliżej mojego celu. A oczywiście czuję się wtedy bardziej sobą i bardziej pewna siebie. I, co najlepsze, mogę to dawać innym!


"O, wreszcie jestem ładna!", powiedziała kiedyś dziewczyna, której zrobiłam makijaż. Ej, dziewczyno, jesteś ładna zawsze, tylko teraz dopiero to zobaczyłaś! A jeśli to, co zobaczyłaś w lustrze podoba Ci się, to rób to częściej, bo wraz z kolejnymi etapami makijażu, twoja twarz się zmienia, pojawia się uśmiech i to spojrzenie, jak na jakiś cud natury, w stylu gwiazd, wodospadu, drugiej linii metra… 


4 komentarze:

  1. Ha, ha ja myślę że mnie Bóg stworzył z pomalowanymi rzęsami:-)Mi też makijaż jest potrzebny, żebym pamiętała, że jestem piękna.Bo nieraz zapominam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję drogi nieznajomy Unknownie! Dzięki Tobie wiem, że ktoś tu zagląda :) Życzę Ci dobrej pamięci i rzęs aż do brwi! :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Dziękuję Magdo z Poddasza :) A swoją drogą dziś byłam z synem w bibliotece, stanęło na "Franklinie", przeczytał sam na razie pierwszą stronę i duma i radość jak stąd do kosmosu! :) Tak, jak pisałaś :)

      Usuń

Jeśli dowiedziałeś się czegoś nowego po przeczytaniu tego posta, jesteś wzruszony, wkurzony, szczęśliwy, Twoje życie diametralnie się zmieniło lub znalazłeś jakiś błąd językowy, napisz mi o tym w komentarzu. Tylko tak, wiesz, kulturalnie, bez chamstwa i hejtu. Dzięki!